RSS

Archiwa miesięczne: Marzec 2012

Su-Do-Ku część I

Na razie przerywam publikację Cycowych Opowieści autorstwa Waldemara Vilandera, a rozpocznę nową serię publikacji tego samego autora pt. „Su-Do-Ku”.

Król Łajatus Kryspiniusz III z dynastii Haroszychstriełoków
Król Su-Do-Ku, syn Tyrana i Fedi. Łajatus był typem samoluba. Uważał, że jest najpiękniejszy. Jego atutem było wygłaszanie przemówień. Bardzo długich. Twierdził że jego Dobry Duch pomaga je układać. Zawsze je wygłaszał podczas uroczystości państwowych, które odbywały się na Czacie (Rynek Główny stolicy). Wtedy na Rynek nie była wpuszczana tzw. hołota. Prawo do przebywania na uroczystościach mieli tylko wysoko postawieni urzędnicy państwowi. Następnego dnia, Ci którzy słuchali jego przemówienia, następnego dnia mieli przynieść wypracowanie, w którym mieli opisać przemowę Władcy. Jeżeli nic nie zapamiętali z niego, groziła im kara chłosty, pobytu w lochach przez 48 godzin i zakaz przebywania na Czacie przez kolejny tydzień.
Kiedy byłem w Su-Do-Ku Łajatus jeszcze nie miał żony. Z tego co zauważyłem przez pięć lat, w ogóle nie zwracał uwagi na kobiety.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 marca 2012 w Opowieść

 

Cycowe opowieści – część IV

Cycowe opowieści – część IV

Dzisiaj wam przedstawię ile trwały poszczególne etapy mojej tułaczki, dzięki czemu lepiej będzie można zrozumieć dlaczego tak długo wracałem z niewoli do Kraju.
Rozłąka trwała równe 7 lat. Po miesiącu wędrówki na wojnę, byliśmy o 50 mil od Weedmoru. Po ciężkiej, lecz krótkiej bitwie zostaliśmy przewiezieni do lochów. Ci, którzy przeżyli niewolę, czyli ja oraz 15 wojów byliśmy więzieni przez jakieś 3 tygodnie, potem udało nam się uciec. Można by rzecz – minęły raptem 2 miesiące, więc jeszcze miesiąc, może półtorej i byśmy byli w domu. Ale nie było tak łatwo. Wracaliśmy utrudzeni, byliśmy zdatni tylko na własne siły, bowiem wracaliśmy na pieszo. Przez ponad 6,5 roku tułałem się po świecie, bowiem po kilku dniach wędrówki zostaliśmy napadnięci na dzikie plemię Su-Do-Ku. Podczas bitwy z nimi, zginęło kilku z nas. Przeżyło 5 osób, razem ze mną. Potem nas wsadzili na swoje statki, skuli kajdanami i po miesiącu podróży morskiej wyszliśmy na ląd. Niestety, dotarłem tam sam, ponieważ inni skonali w wyniku odniesionych ran, zarówno w bitwie z Weedmorczykami jak i Sudokańczykami. To dzikie plemię więziło mnie przez jakieś 5 lat. W następnej części opowiem co się tam działo, co ze mną robili. Kiedy mnie wypuścili, dostałem od nich małą łódkę, trochę jedzenia i broń, dzięki czemu kolejne 1,5 roku tułałem się po morzach i oceanach niczym Odyseusz. Przeżyłem wiele sztormów, nie raz budziłem się na brzegu i długo szukałem mojej łódki. Na szczęście udało mi się wrócić…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 marca 2012 w Opowieść