RSS

Protonowy Zeus na szpilkach…

24 Lip

Ten artykuł ma być pewną odpowiedzią na felieton Jego Ekscelencji Kryspina von Lichtensteina pt. „Czym się różni Zeus od protonu?” z dnia 23 lipca 2011r., który zawiera w sobie interesujące fakty postrzegania świata przez człowieka i towarzyszącej mu wiary w „coś”, niezbadane „coś”.

Każdy przecież wie, że każdy z nas jest inny pod względem charakteru, czy percepcji otaczającego świata. Każdy z nas ma inne doświadczenia życiowe, problemy, marzenia, czy gusta. Ale czy religia katolicka czy jakakolwiek inna może być inaczej postrzegana ze względu na obecność jakiejś nadprzyrodzonej i nienamacalnej istoty? Oczywiście, że może, ale czy to jest wówczas zgodne z kanonami kościoła katolickiego czy też innego kościoła?

Każda religia na tym świecie jest w pewnym stopniu zakłamana, jedne są bardziej oparte na historii i tradycjach wykreowanych przez ludzi, a niektóre na opowieściach ludzi, czy też ich wymysłach, przemyśleniach, listach, sprawozdaniach etc. Według mnie, każdy z nas jest w stanie wymyślić religię i tego „kogoś” lub to „coś” w co się będzie wierzyć i oddawać mu cześć, aby ukoić swoją poharataną duszę. Aby w coś uwierzyć, to zazwyczaj ludzie potrzebują zwykłej konfirmacji osób trzecich, że coś miało, ma lub będzie miało miejsce lub czy coś było, jest lub będzie. Problemem dużym jest to, że człowiek sobie sam nie ufa i nie do końca wierzy w to, co wierzy lub zarzeka się, że wierzy, bo chce wierzyć lub ktoś mu karze wierzyć albo taka jest tradycja np. w państwie czy w rodzinie, że trzeba wierzyć w „coś”, ale nie trzeba zrozumieć bytu tego czegoś w co chce się wierzyć. Trochę to kuriozalnie brzmi, ale człowieczeństwo zawsze było dziwne i miało skłonności do osiągania tego „złotego środka” w różnych dziedzinach życia, ale praktycznie zawsze było dalsze niżeli bliższe tego „złotego celu”.

Dobrze znanym algorytmem, choć powoli staje się już heurystyką, w każdym społeczeństwie jest efekt „owczego pędu” (z ang. herd mentality), który mówi, że człowiek pobiegnie tam, gdzie tłum go zaprowadzi. Człowiek będący pod presją sporej rzeszy ludzi zaczyna mówić tak jak oni, myśleć tak jak oni i zachowywać się tak jak oni. Ludzie nieugruntowani jeszcze w swoim własnym opinio dawstwie, zaczynają akomodować i żyć tak jak społeczeństwo każe nie licząc się ze swymi indywidualnymi potrzebami, wierzeniami czy spostrzeżeniami. Obecne kościoły na tym świecie stały się machinami ogłupiającymi społeczeństwo, nakładającymi klapki na oczy. Kościoły okłamują bezwzględnie społeczeństwo na zwyczajnym powtarzaniu potencjalnie nieugruntowanej prawdy o Bogu, który może jest, a może go nie ma. Agnostycy, a zarazem Ateiści wcale nie wykluczają w całości istnienia tego nadzwyczajnego monstrum zwanego Bogiem, lecz bezwzględnie kwestionują zawiłe herezje głoszone przez Kościół, czy sam Watykan, który jest skarbnicą rozdartego świata na duchowy i ten realny(namacalny).

Może teraz to, co napiszę wyda się podważalne przez większość społeczeństwa, lecz nie było by możliwe wierzenie w nic, gdyby człowiek nie miał tej swojej wyobraźni, która pozwala mu w coś wierzyć. Ateiście, czy agnostykowi nie trzeba dać niezbitego dowodu na istnienie czegoś np. zdjęcia dziecka sąsiadki, która prawdopodobnie te dziecko posiada, aby uwierzył. Agnostyk, czy ateista będzie przypuszczał, czy ono de facto istnieje na jawie, czy jest zwykłym wymysłem innej sąsiadki, która rozsiewa plotę po całym blokowisku. Nie wyobrażam sobie, aby ateista czy agnostyk nie brał pod uwagę dwóch stron medalu zaistniałego zjawiska. Podobnie jest z podejściem ateistów czy agnostyków do wierzenia w Boga. Zakładają najpierw, że on faktycznie istnieje, poszukując dowodów na jego istnienie, gdy ich szukanie okazuje się daremne i bezowocne zaczynają kreować teorie niebytu owego monstrum. Natomiast, katolicy próbują stwarzać religię w odwrotny sposób do ateistów, czy agnostyków tj. zakładają najpierw, że Boga w rzeczywistości nie ma i oczekują jego przyjście (przyjście Mesjasza), a następnie próbują usilnie udowadniać, że on jednak istnieje tworząc teorię bytu tegoż monstrum zwanego Bogiem. Teizm i Ateizm są ideologiami sposobu poznania świata nadprzyrodzonego z przeciwstawnymi metodami kognitywnymi, lecz dla wielu ludzi ateizm stał się czymś złym i nieakceptowanym. Kościół przede wszystkim zaczął stwarzać podział na dobro i zło, a ludzie o pewnej niewiedzy przyporządkowali Teizm i Ateizm do wzoru wykreowanego przez Kościół, gdzie Teizm jest czymś dobry, a Ateizm jest czymś złym. Kościół katolicki odwiecznie toczył i nadal toczy walkę z innowiercami, ateistami czy innymi, którzy są na „nie” naukom głoszonym przez Kościół stosując różne metody. Począwszy od starożytności, przez średniowiecze, gdzie zabijano innowierców w najróżniejszy sposób właśnie przez kościół czy organizacje mu przypisane. Wiara w Boga nie oznacza nic złego, lecz wiara w organ, który tego Boga propaguje i próbuje poprzez niego zarobić i ugrać pewne sprawy w kraju nie powinno być w żaden sposób tolerowane przez społeczeństwo wierzące w tego Boga, choć jak wiemy, z tym bywa różnie.

Zatem nieprawdą jest to, że ateista będący lub niebędący agnostykiem nie wierzy w nic, bo to jest niemożliwe, a ten kto mówi, że ateista nie wierzy w nic jest zwyczajnym głupcem. Człowiek musi w coś wierzyć, aby przeżyć. Odwieczne prawdy czy naciągane prawdy powtarzana przez kościoły tego świata muszą być bezmyślnie przeprowadzone przez aparat myślowy człowieka, aby dogłębnie można byłoby w to uwierzyć. Dogłębnością wierzenia nazywamy przecież dewocją, która jest tak powszechnie lubiana przez kościoły świata i oznacza bezgraniczne podporządkowanie się Bogu i naukom, które są głoszone w Jego imieniu przez kościoły.

Wielu ekonomistów stwierdza nawet, że wykreowanie własnej wiary, własnego Kościoła to dobra metoda na biznes, który może przynieść horrendalne zyski na zwykłej naiwności i bezmyślności ludzkiej. Rzadko kto, zastanawia się nad tym, co mówi, co myśli i w jaki sposób myśli, a machin naprowadzających na właściwe myślenie człowieka jest mnóstwo w kraju, w tym kościoły. To jest globalna konkurencja przeszyta chciwością i indywidualnością, lecz owe terminy nie uchodzą za sprzedajne, więc nie są rozgłaszane. W sumie, to kto lubi bankrutować?

Autor JKM Markus I Vilander

Reklamy
 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 24 lipca 2011 w Felieton

 

2 responses to “Protonowy Zeus na szpilkach…

  1. Vladimir kaw. Iwanowicz

    24 lipca 2011 at 18:20

    Ciekawe przemyślenia, ale jakby nieskładnie napisane. Mimo to pochwalam polemikę i wymianę zdań 🙂

     
    • Markus Vilander

      24 lipca 2011 at 18:46

      Proszę wybaczyć mi te błędy językowe, ale nigdy się ich nie wstydziłem, aby wyrazić swoje zdanie na dany temat. Wychodzę z założenia, że każdy te błędy popełnia w mniejszym lub większym stopniu i należy uczyć ludzi tolerancji do popełnianych błędów. 🙂

      Poza tym, dziękuję za miły komentarz. 🙂

       

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: