RSS

Archiwa miesięczne: Czerwiec 2011

Dysputa z Królestwem Sclavinii

Królestwo Wurstlandii jest monarchią absolutną powstałą 29 maja 2010 roku. Trzymamy się mocno, niemniej jednak należy pamiętać, że tradycje monarchistyczne są dopiero kreowane, wciąż poszukujemy jednolitego wizerunku. Przy tworzeniu takowych zawsze patrzy się na innych, w celu podpatrzenia zalet, lub uniknięcia błędów, których nie ustrzegł się ów autorytet. Pytanie nasuwa się jedno. Kto mógłby być autorytetem dla Królestwa Wurstlandii?

Ponieważ na forum Królestwa Sclavinii bardzo często dochodzi do pouczania państwowości Królestwa Wurstlandii, w tym artykule będziemy rozważać, czy Sclavinia ma do tego moralne prawo i czy jest dobrym kandydatem na stanie się wzorem do naśladowania przez nas.

Głównym argumentem Sclavińczyków jest wg nich naganne zachowanie się JKM Markusa na arenie międzynarodowej. Nie przeczę sam, że Jego zachowanie nie mieści się w normach dyplomatycznych, bądź w regułach poprawności politycznej. Osobiście również nie przestrzegam tych norm i jestem z tego dumny, gdyż wiele z nich jest po prostu żałosne, zwłaszcza poprawność polityczna. Król Emil I natomiast prezentuje się znakomicie w miejscach publicznych. Jest to oczywiście zaleta. Ale czy to się przekłada na jakość mikronacji? Sama Sclavinia nie jest uznawana przez multum mikronacji. Czyżby przerost formy nad treścią?

Wróćmy jednak do postaci JKM Markusa I. Świetnym przykładem Jego zasług, oraz tego że jest uwielbiany przez Wurstlandczyków jest nadanie Mu orderu przez mieszkańców KW: http://www.forum.wurstlandia.boo.pl/viewtopic.php?t=2408. Ów gest jest tylko na to dowodem, że te wszystkie teorie, jakoby to lud wurstlandzki był uciemiężony przez złego monarchę, można wsadzić pomiędzy bajki.

Polityka zagraniczna jest tylko i wyłącznie ułamkiem wszystkich obowiązków królewskich. Należy również wspomnieć, iż król Markus scedował prawo do prowadzenia polityki zagranicznej departamentowi ds zagranicznych po tym, jak podniosły się sprzeciwy co do stylu prowadzenia polityki zagranicznej. Brawa mu za umiejętność wyciągania wniosków z swoich czynów, przyznanie się do błędu oraz podjęciu kroków, w celu ich naprawienia. Czyż nie tak powinien zachowywać się prawdziwy władca?

Wracając do samego Królestwa Sclavinii. Oni również mają ciemne strony, których absolutnie nie powinniśmy naśladować. Świetnym przykładem takiej strony jest osoba Guedesa de Limy, który z swoim plakatem:

nie prezentuje zbyt wysokiego poziomu, a sam najgłośniej ze wszystkich Sclavińczyków zarzuca nam jego brak. Cóż za niebywała hipokryzja lub nieświadomość tego, że się ośmiesza. Bowiem taki plakat nie jest argumentem, który by do nas przemawiał, jakoby to my jesteśmy niepożądani w mikroświecie. Oczekujemy argumentów silniejszych, prezentujących wyższy poziom zarówno treści jak i formy oraz aby ich autor prezentował klasę. Napomnę również o fakcie nagminnego określania przez tego osobnika Królestwa Wurstlandii jako yoyonacji. Z całym szacunkiem, ale państwo, w którym każdego dnia pisuje się średnio 40 postów na forum (dane z Krytyk Wurststadzki), dawno nie pasuje już do klasycznej definicji takiego państwa. Ignorancja jest na prawdę przekleństwem.

Istnieje jednak większy problem. Zasady kluczowe, którymi powinien się kierować każdy człowiek. Śmiem twierdzić, że Sclavińczycy nie należą do lojalnych narodów. Dobitnym przykładem tego były wydarzenia z OPM, kiedy to Królestwo Wurstlandii, po tym jak Sclavinia z przyczyn formalnych nie została przyjęta do struktur tej organizacji, wstawiło się za nią, a Sclavinia tak po prostu odwróciła się od nas tylną częścią ciała, zrywając z nami traktat uznaniowy, bez wypowiedzenia słowa dziękuję albo przepraszam. Może ja mam spaczone poglądy, ale moim zdaniem ludzie honoru tak nie postępują. Ludzi dwulicowych naśladować również nie mamy zamiaru.

Królestwo Wurstlandii może pochwalić się natomiast znakomitym społeczeństwem – zgranym, lojalnym, dogadującym się zawsze pomimo różnicy poglądów. Wszelkie zaistniałe zgrzyty rozwiązujemy prędzej czy później w sposób pokojowy. U nas słowo „przyjaźń” piszemy przez duże P.

Na tym kończę ową dysputę, nie jest ona wyczerpująca zagadnienie, ale na chwilę obecną wystarcza. Podsumowując, Królestwo Wurstlandii być może nie ma tak sprawnej polityki zagranicznej, jednakowoż w pozostałych dziedzinach zostawia Królestwo Sclavinii daleko w tyle. Większe rozwinięcie Sclavinii wynika z tego, że ich tradycje państwowości sięgają dalej w czasie niż tradycje wurstlandzkie i tylko dlatego. Zmiana tego stanu rzeczy to tylko kwestia czasu. Dlatego też osobiście uważam, że Królestwo Sclavinii nie jest dobrym autorytetem dla Wurstlandii.

Reklamy
 
14 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 29 czerwca 2011 w Esej

 

Ciut o pseudo propagandzie „weerlandowskiej” czyli wojenka oczami Wurstlandczyka.

Konflikt Weerland vs KW zaczął się pogodnej nocy majowej, dokładnie 18tej tegoż miesiąca. Niczym perski posłaniec przychodzący do Króla Sparty, Weerland -posłaniec „Wielkiego Woza”- przyszedł z iście dyplomatycznymi postulatami:

Do ataku!
Wyzwolić lud!
Arystokratki na kochanki dla króla i jego kumpli!
Arystokraci na niewolników do KGR-ów!

cytat z http://krytykwurststadzki.wordpress.com/2011/05/18/real-a-virtual-czy-warto-to-laczyc/#comments

Co w wolnym tłumaczeniu nadawcy oznaczało początek próby nakłonienia Jego Królewskiej Mości Króla Markusa Vilandera do zmiany ustroju kraju na sprawniejszy. Po kilku żądaniach przypominających powyższą odezwę, posłaniec „Wielkiego Woza” skończył w tej samej studni co Persowie (jedna z początkowych scen „300”).

Po powrocie do kraju, „Wielki Wóz” rozpoczął kampanię zbrojeniową przeciwko KW. Wynikiem tego było samozniszczenie się, prawdopodobnie nastąpił samozapłon jądrówek. Żeby nie wyjść na idiotę który zamiast escape wcisnął enter i skasował swoje państwo winę zrzucono na Wurstlandię co można przeczytać pod http://www.zskhiw.pun.pl/forums.php.

Z podkulonym ogonem „Wielki Wóz” pobiegł do kraju który jest bliskim sąsiadem Wurstlandii (oba państwa na mapie O’Rhady dzieli około 50km co jest zakłamaną odległością gdyż sama Wurstlandia według skali powinna być 3 razy większa i nie mieć w obrębie wód terytorialnych żadnego lądu poza własnym). Kraj wzorowany na realną Kubę, z którym Wurstlandia nigdy nie miała pozytywnych czy to negatywnych kontaktów, od razu przyjął postulaty „Wielkiego Woza” jakoby to w Wurstlandii zapanował reżim który trzeba bezzwłocznie zwalczyć. No cóż widocznie trafił swój na swego.

Niedługo po przekazaniu władzy nad kubańskim wojskiem „Wielkiemu Wozowi” rozpoczęła się wojna w wyobraźni. Opisujemy wszystko z punktu widzenia mieszkańca Wurstlandii tak więc nie będziemy tu przytaczać herezji o klonach i głębiej zagłębiać się w psychikę „Woza”. Namacalną rzeczą zaś było pojawienie się Józefa Zakrzewskiego. Postać ta okazała się po fakcie szpiegiem „Wielkiego Woza”. Zakrzewski przejawiał spryt niczym Porucznik Borewicz i James Bond w jednej osobie, dając kryptonim 0 700 7… . W 15 minut po pojawieniu się Agenta Jego „Wozowskiej” Mości , do Wurstlandii przybył Administrator PhpBB, domagając się hasła do serwera KW. Śpiesząc czym prędzej z przekazaniem tajemnicy szyfru, zauważono że AdminPhpBB miał złudnie przypominający mail do Zakrzewskiego (e-maila nie facjaty). Działalność szpiega skończyła się szybciej niż zdążono wypowiedzieć „Chwałaa Wielkiemuu Wozoo…”. Chcąc być Zakrzewskim i Adminem w jednej osobie, szpieg zakończył swój żywot w dwóch osobach (został przepiłowany żywcem). Chodź utrzymywano w gazecie „Weerlandowskiej”, że (Wurstlandczycy) zabili go (Zakrzewskiego) ale uciekł, już nigdy nie usłyszano o jego chwalebnych czynach.

Tyle z namacalnych faktów konfliktu Weerland vs KW. Nie dawno w zrekonstruowanej Weerlandii wydano najwyższy dokument o znaczącym tytule: „TRZECIA KONSTYTUCJA ZJEDNOCZONEGO SOCJALISTYCZNEGO KRÓLESTWA HIRSHBERGII I WEERLANDU WYDANA PO ZNISZCZENIU POPRZEDNIEJ PRZEZ FASZYSTOWSKI REŻYM VILANDERÓW” z nieskończoną liczbą artykułów typu „VI.Krawaty to zło zakazane śmiercią”, jednak pozostawimy bajeczny temat „niebezpiecznych krawatów” na inną okazję.

W niektórych fragmentach utożsamiono postać Weerlanda z „Wielkim Wozem”, gdyż granica ta jest raczej niewielka i dokładnie nie wiadomo kim do cholery jest ten dzieciak.

(-)Gościnnie:
Geodeta

 
8 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 24 czerwca 2011 w Felieton

 

Nowe oblicze Królestwa Wurstlandii

ReportażKrólestwo Wurstlandii już teraz może pochwalić się własnym, niespotykanym nigdzie w v-świecie poza Wurstlandią systemem gospodarczym. System ten można uznać za udany, ale to nie znaczy że spoczęliśmy na laurach, bowiem od dłuższego czasu trwają prace nad nowym wyglądem stron Królestwa Wurstlandii oraz nad systemem gospodarczym, a ostatnio można powiedzieć, że prace te ruszyły z kopyta.

Nowy wygląd strony

Pozostaje na razie tajemnicą. Zdradzę jedynie iż będzie bardziej w klimacie średniowiecza niż obecny design strony. Pomocy, niezbędnych wskazówek podczas budowy udzielał mi hrabia Edward Windsor, za co serdecznie mu dziękuję, także podziękowania za uwagi dla JKM Markusa Vilandera oraz Imeldy D’arc d’Artois.

Bardziej realistycznie

Nowe systemy informatyczne Królestwa Wurstlandii będą kładły nacisk na realizm. Przykładowo aby zalogować się do systemu, nie będziemy posługiwać się jak do tej pory loginem, a bezpośrednio imieniem i nazwiskiem. Głównym jednak przejawem tego realizmu będzie system gospodarczy. W obecnym systemie wiele czynności robi się a muzom, tzn zdobywa się statystyki, jakieś przedmioty i one po prostu są, ale wykorzystać je dalej jest niemożliwe. Rezygnujemy z takiej formuły całkowicie, no może w 95%.

Produkcja oraz armia

Produkcja oraz armia to będą główne dwa atuty w nowym systemie gospodarczym. W obecnym systemie oba praktycznie nie istnieją. Owszem, obecnie istnieje produkcja różnych elementów, ale jest to bardzo biedne i nieurozmaicone. Armia natomiast rozwijała się teraz tylko w formie opisowej na forum. To się zmieni. Produkcja będzie rozbudowana. Istnieć będą różne warsztaty, w których będzie można produkować różne elementy, oczywiście na bazie surowców. Będzie warsztat kowala, drwala, krawca, browary, stocznie, wytwórnie broni i wiele wiele innych. Jeśli chodzi o armię w koszarach departament wojny, oraz dowódcy będą mogli rekrutować i rozwijać armię, natomiast cywilni mieszkańcy będą mogli stać się wojskowymi. Oczywiście będą różne jednostki wojskowe możliwe do budowy.

Trochę przestępczości

Jako wielki inkwizytor składam szczególny nacisk na przestępczość, bowiem trochę mi się nudzi przy sprawowaniu tej funkcji, gdyż przestępczość praktycznie w chwili obecnej nie istnieje. A powinna, ze względu na założony realizm w nowym systemie. Przestępczość miała być trzecim atutem nowego systemu obok systemu produkcji oraz armii, jednakowoż po przedstawieniu pomysłów w gronie mieszkańców uniosły się głosy, że zamienimy się w kolejną grę internetową i pewnie mieli rację, toteż niechybnie zrezygnowałem z tak rozbudowanego świata przestępczego. Jednakowoż pewne elementy się pojawią.

Perspektywy na przyszłość

Królestwo Wurstlandii rozwija się znakomicie, mamy liczne grono stałych mieszkańców. Każdego dnia na forum loguje się nie mniej niż 10 osób (zazwyczaj jest około 15-20 osób). Na czacie wurstlandzkim każdego dnia odbywają się zagorzałe dyskusje na tematy poważne i zupełnie niepoważne, czasem absurdalne i śmieszne. Stanowimy zgraną paczkę, nieraz odbyły się realne spotkania (zjazdy) mieszkańców Wurstlandii, bardzo często dyskutujemy za pomocą komunikatora Skype. Toteż stwierdzić mogę iż budowany system, jakkolwiek nie byłby rozbudowany, zawsze pozostanie tylko i wyłącznie dekoracją, gdyż to mieszkańcy są naszym największym atutem. Dlatego ja osobiście optymistycznie patrzę na przyszłość Królestwa Wurstlandii i wierzę, że daleko zajdziemy.

 
4 Komentarze

Opublikował/a w dniu 23 czerwca 2011 w Reportaż

 

[Trisyf] Powikłania po wurstofobii

Kolejne niedobre wieści z ów kraju. Wurstofobia się nasila i niesie za sobą poważne powikłania. Powikłania te są wielopostaciowe, ale najpoważniejszym jest zaburzenie osobowości. Osoby cierpiące na wurstofobię wszędzie widzą kiełbasy, mówią co chwilę o kiełbasie, otwierają lodówką a tam kiełbasa! Dochodzi do manii prześladowczych, czują się otoczeni przez swojego domniemanego wroga. Powoduje to iż osoby posiadające tą fobię zachowują się jak trolle, dzieci Neostrady. Tak wynika z obserwacji, jaką przeprowadziliśmy w Trisyfie. Mamy na to nawet dowód, który prezentujemy poniżej. (rozmowa na forum w tamtejszym shoutbox’ie)

Michal Misiol
19:22
To królestwo kiełbaskowa (celowo z małej litery) powinno być postawione przed Trybunałem za nagminne nachodzenie narodu Trizondalskiego
Marcel Hans
19:22
wolałbym kupić cyjanek
Ferencas Bokassa
19:23
oj nie nie, cyjanek ci dadzą pod warunkiem
Ferencas Bokassa
19:23
że będzie wurstlandzkiej produkcji
Ferencas Bokassa
19:23
ze smakiem kiełbasy
Ferencas Bokassa
19:23
Michał -> ich bez trybunału trzeba niszczyć 😀
Marcin Sokołowicz
19:23
oni sami dla siebie są Trybunałem, taka żałosna egzystencja to kara sama w sobie. 😛
Ferencas Bokassa
19:24
Good point
Ferencas Bokassa
19:24
Królu, co ty jesz ostatnio, że takiś mądry zrobił się? 😀
Marcin Sokołowicz
19:33
„Ja nie żre, ja piję i dlatego długo żyję”. 😀
Ferencas Bokassa
19:34
Oj widać Królu, widać 😀
Ferencas Bokassa
19:34
Najważniejsze – nie jeść kiełbasy
Michal Misiol
19:35
Haha ani wieprzowiny 😀

Jak widać sprawa wygląda groźnie. Dziecinne zachowanie, nienawiść do kiełbasy, straszenie trybunałami, chęć otrucia. To straszne co kiełbasa może zrobić z człowiekiem!

 
20 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 18 czerwca 2011 w Z zagranicy

 

Tagi: ,

Pilny raport z Trisyfu (Trizondal)

Nasi reporterzy donoszą straszne wieści z ziem Trisyfu (po wurstlandzku jest to Trizondal). Na ulicach ów kraju dochodzi do masowej histerii i urojeń. Spowodowane jest to chyba nową fobią, którą na potrzeby tego artykułu nazwiemy wurstofobią.

Eksperci donoszą, że wurstofobia jest całkiem nową jednostką chorobową, która może przynieść spore ubytki na umyśle o ile jej się nie leczy. Ponoć już w znakomitym szpitalu psychiatrycznym w Biednej Republice Ciprofloksji badają wszystkie symptomy tej choroby. Jednakże już na pierwszy rzut oka widać, że jednym z objawów jest nienawiść do kiełbas, widzenie szpiegów na każdym kroku oraz widzenie króla Markusa I w różnych osobach. Chore jednostki na wurstofobię moczą się w nocy ze strachu przed wurstem, a ponoć niektórzy z nich mają wstydliwą wysypkę w okolicach krocza.

Jakie są przyczyny ów fobii? Nie wiadomo do końca, ale prawdopodobnie są to normalne odruchy dzieci żyjących w tak ciężkiej atmosferze w której na pewno znajduje się Trisyf. Jak leczyć? Specjaliści z BRC twierdzą, że elektrowstrząsy powinny wystarczyć. Nie wiadomo jeszcze czy wurstofobia jest zaraźliwa.

Grillgerat Zeitung będzie informować na bieżąco o epidemii. Pilnujcie się rodacy i bądźcie zdrów!

 
11 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 15 czerwca 2011 w Z zagranicy

 

Tagi: ,

Informator Inkwizycyjny II/2011

Od redakcji

Po bardzo długiej przerwie nowe wydanie Informatora Inkwizycyjnego:

http://www.ki.wurstlandia.boo.pl/informator/2_2011.pdf

Zapraszamy do czytania!

Pozostałe numery:

http://www.ki.wurstlandia.boo.pl/informator/

(-) Redakcja Grillgerat Zeitung

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 czerwca 2011 w Od redakcji

 

Tagi: ,

Spór o dzieci

W Sejmie Walnym Królestwa Wurstlandii trwają obrady na temat zmian w prawie adopcyjnym. Spór tyczy się tego, kto i dlaczego powinien mieć prawo do adopcji. Ja się pytam obie strony tego konfliktu: czy adopcja w wirtualnym państwie ma sens? Odpowiedź na to pytanie nieco niżej, a najsampierw przedstawię argumenty obu stron konfliktu.

Przestrzenią sporu jest artykuł 1 nowego projektu prawa adopcyjnego. Na początku brzmiał on mniej więcej tak:

Art.1.
W świetle ustawy, do adopcji ma prawo każde małżeństwo, niezależnie od warstwy społecznej mogące zapewnić byt dziecku, w celu przetrwania rodu, poprzez usynowienie

Obrady przebiegały spokojnie, trwały jedynie wnioski formalne, aby tekst brzmiał bardziej po polsku, do czasu propozycji Roberta d’Artoisa:

Art. 1.
W świetle ustawy, do adopcji herbowej, poprzez usynowienie, prawo ma tylko arystokrata.

Margrabia d’Artois przewiduje zatem, że prawo do adopcji ma tylko arystokracja w celu przetrwania rodu.

To uzyskało duży wydźwięk na czacie Wurstlandii. Ludzie popierający pomysł pierwszy zaczęli zarzucać Robertowi jawną niesprawiedliwość, bo dlaczego chłopi nie mogą zaadoptować swojego dziecka? Pomysł Roberta spotkał się z aprobatą takich sław jak doradcy Edwarda Windsora czy gubernatora Johana Calgariego. Ci z kolei argumentowali to tym, że chłopi i tak się nie pomnażają, więc takiego prawa mieć nie powinni. Zatem argument dość dziwny.

Oczywiście, Królestwo Wurstlandii nawiązuje swoją strukturą do okresu średniowiecza, zatem do równouprawnienia jeszcze wiele rozdziałów w historii. Więc być może dobrym argumentem jest po prostu stwierdzenie, że arystokracja powinna mieć więcej praw od tak po prostu, aby zademonstrować właśnie ten brak równouprawnienia i hierarchię społeczną, bo w końcu coś powinny znaczyć te tytuły nadawane przez Jego Królewską Mość, a w tej ustawie właśnie można to świetnie zademonstrować. Pamiętajmy jednak, że mikroświat to nie real, więc każdy uciemiężony przez system leń może udać się do jakieś lewackiej mikronacji zezwalającej na pinga pinga bez zobowiązań.

Wracając do postawionego w nagłówku pytania, czy jest sens tworzenia tworzenia prawa adopcyjnego w przestrzeni wirtualnej. Odpowiedź brzmi tak i nie. Oczywiście jeśli chcemy upodobnić się całkowicie do świata realnego to tak. I to jest wg mnie jedyny argument przepowiadający za tym, żeby takie prawo tworzyć i w mikronacjach. Za nie, w przynajmniej mojej skromnej opinii, przemawia więcej argumentów. Po pierwsze nie ma bezpośredniej potrzeby aby adopcje były formalizowane przez państwo. W internecie nie ma możliwości zaniedbać swoje v-dziecko, skrzywdzić je (pomijamy skrajne sytuacje jak pedofilia internetowa), więc nie ma wg mnie potrzeby aby państwo kontrolowało co mieszkańcy robią z swoimi v-pociechami. Drugim dość ważnym argumentem jest tworzenie dodatkowej biurokracji, która w tym przypadku jest trochę jak sztuka dla sztuki. Utoniemy za niedługo w „papierach”!

We wszystkich mikronacjach, w których do tej pory uczestniczyłem/mieszkałem wystarczyło publicznie ogłosić, że ktoś jest czyimś v-dzieckiem, ów dziecko ustawiało sobie odpowiednie nazwisko, identyfikowało się herbem swoich rodziców i ingerencja państwa nie była potrzebna. Czy w Królestwie Wurstlandii jest potrzebna? Pytanie zostawiam bez odpowiedzi.

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 9 czerwca 2011 w Z kraju

 

Tagi: , ,