RSS

Wurstlandzkich przewrotów ciąg dalszy!

Po przejęciu tronu, Królowa Inmaculada nie próżnowała i wyciągać Wurstlandię z czeluści poczęła. Uproszczenie systemu i klarowne informacje tryumf miały przynieść. Pierwsze zmiany są już widoczne. Read the rest of this entry »

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12 listopada 2017 w Grillgerat Zeitung

 

Wurstlandia znów powstaje z popiołów!

Pewnego czwartkowego wieczoru Kmicic zawitał do Karczmy pod Złotym Sierpem. Wszedł krokiem zamaszystym. Tym razem nie zatrzymał się przy barze, poszedł na strych. Mieszkała tam Inmaculada. Zapukał, po chwili był już w środku. To, co wydarzyło się potem… Read the rest of this entry »

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 2 listopada 2017 w Grillgerat Zeitung

 

Przyczajony król, ukryty smok

Nieodłącznym smaczkiem Królestwa Wurstlandii jest jego odradzanie się. Nie da się ukryć, że Wurstlandczycy to już pojęcie pozamikronacyjne, szersze. Znaczy coś więcej, niż społeczność zasiedlająca wirtualną rzeczywistość. Aktywność jest totalną sinusoidą. Z każdym pikiem owej funkcji wiąże się wybór nowego króla. Przynajmniej tak było do tej pory. Read the rest of this entry »

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29 października 2017 w Grillgerat Zeitung

 

Niech żyje nowy Król Wurstlandii!

Niedziela, parę minut po 18. Wszystko stało się już jasne, Wurstlandia ma nowego króla! Jan Kmicic wygrał kolejną grę o tron. Zdawał się być pewny siebie. Raz już przecież stał na czele Wurstlandii. Zapraszam na krótki wywiad z nowym monarchą!

Jak chcesz, bym się do Ciebie zwracała?

Królu złoty [śmiech]. Nie trzeba tytułować, wystarczy po imieniu albo po nazwisku, jak zwykle.

Dlaczego nie chcesz stosowania tytulatury?

Nie uważam, żeby to było konieczne, ponieważ podstawą „życia” w naszej Wurstlandii są luźne rozmowy, chcę aby nadal były prowadzone w taki sam sposób. Chodzi mi o to, że nie chcę czuć się inaczej dlatego, że ktoś woła do mnie per „Królu” czy „Wasza Wysokość”. Nie przyzwyczaiłbym się, jestem Kmicicem i niech tak zostanie, wydaje mi się, że wszystkim to ułatwi komunikację.

Wurstlandia jednak opiewa w średniowiecznym klimacie. Nie sądzisz, że tytulatura to ważny element tego klimatu?

To prawda, ale dlaczego musimy trzymać się takich sztywnych ram? Tworzymy coś wyjątkowego, na swoich zasadach. Bądźmy oryginalni, twórzmy własne reguły. Myślę, że w oficjalnych sytuacjach i tak będziecie mnie tytułować, ale odpowiadając na pierwsze pytanie miałem na myśli prywatne rozmowy.

Zatem w czym widzisz średniowieczny klimat? Jak chcesz go utrzymać w Wurstlandii? Chcesz tego?

Średniowieczny klimat jest utrzymany w fabule, którą prowadzimy. Jestem królem, a nie prezydentem, w wojsku nie mamy czołgów i najnowszego typu kaemów, tylko szable i armaty. To moim zdaniem przede wszystkim buduje klimat, no i też to, że „żyjemy” w 1517 roku. Uważam, że to jest dobrze wymyślone i należy to kontynuować, mimo że średniowiecze nie jest moją ulubioną epoką. Pomimo tego, udało mi się zaaklimatyzować „w tych czasach” co jest znakiem na to, że tworzymy wspaniale zgraną grupę.

Podsumujmy. Zostałeś królem Wurstlandii. Nie chcesz, bym tytułowała Cię po królewsku i przyznajesz, że nie do końca czujesz tą epokę. Jakie wobec tego cechy przyczyniły się do Twojego awansu?

Zadecydowali mieszkańcy Wurstlandii. Myślę, że na pytanie o cechy, które zadecydowały o ich decyzji, należy zapytać wyborców. W końcu to oni wybierali, a nie ja.

Nie siedzę w głowach ludzi, nie mogę wiedzieć co spowodowało ten wybór. Postaram się tylko, aby nie żałowali swojej decyzji

Czego, według Ciebie, brakowało kontrkandydatce?

Elektoratu. Inmaculada miała duże szanse zostać Królową, jestem pewien że dobrze sprawdziłaby się w nowej roli.

Jak oceniasz obecną sytuację Wurstlandii?

Myślę, że jest słabo, z tego powodu że mamy bardzo mało ludzi. Uważam, że to jedyna wada, bo jak znajdą się ludzie, którzy chętnie będą tu się bawić – automatycznie zaczniemy się rozwijać.

Jakieś działania podejmiesz, by tych ludzi zyskać?

Tzw. „poczta pantoflowa” w tym wypadku jest najlepszym rozwiązaniem. Musimy zachęcać swoich znajomych do przystąpienia do nas, zwołać dawnych mieszkańców. Istotna też będzie współpraca z innymi mikronacjami. Liczę na to. że znajda się osoby, którym spodoba się nasz klimat i zamieszkają u nas.

Jaka będzie Twoja pierwsza decyzja jako króla?

Obecnie priorytetem będzie ostateczne rozwiązanie kwestii piratów. Trzeba będzie ustalić z nimi pewne reguły.

Twoja dotychczasowa aktywność w Wurstlandii oscylowała wokół Armii i Straży Pożarnej. Teraz też na tym się skupisz?

Jako, że jest to moje oczko w głowie, nie odwieszę tych spraw na haczyk. Jednak nie będę zajmował się tylko tym, od dziś muszę zwrócić uwagę na całokształt działalności Wurstlandii. Jeżeli na czymś się nie będę znał albo nie będę sobie radził, wtedy poproszę o pomoc bardziej kompetentne osoby, aby pomagały na stanowisku doradców.

JKM Ludwik mówił abdykując, że brakuje mu charyzmy. Ty ją posiadasz?

Przekonamy się o tym w najbliższym czasie. Dorian Luther twierdzi, że prowadzę świetną narrację, jeżeli to prawda, to liczę na sukces bo myślę że to dużo jeżeli chodzi o działalność w mikronacji.

Dorian mówi to wielu osobom. Ale czy narracja równa się charyzmie? Liczysz na starych mieszkańców i nowych ludzi. Robiłeś rekonesans wśród obecnych Wurstlandczyków? Wszyscy zostaną na pokładzie pod Twymi sterami?

Na dawnych mieszkańców niestety chyba nie możemy liczyć, bo inaczej dawno by się pojawili. Przez jakiś czas aktywny był Johan, Marietta, pojawiła się też Vanessa. Myślę, że na pierwszą dwójkę możemy liczyć że się pojawią, ale głównie trzeba zgromadzić nowych ludzi.

Jak to w królewskim życiu bywa, Jan Kmicic musiał wywiad przerwać, gdyż udał się na spoczynek. Musimy wybaczyć mu ów pierwszy faux pas, toż to oczekiwanie na wyniki wyborów może zmęczyć. Czego możemy życzyć nowemu królowi? By czytał ze zrozumieniem. By nie wyrywał róż z ogródka nieswojego. Przychylności ze strony poddanych. I poddanych, by miał mu być kto przychylny. 

Zdrowie Kmicica!

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 5 marca 2017 w Grillgerat Zeitung

 

Gra o tron, kolejne rozdanie

Historia lubi się powtarzać. Niby nowi aktorzy, obsadzeni w nowych rolach. Jednak scenariusz wciąż ten sam. Czy tym razem coś się zmieni?

Po niemal półrocznym okresie panowania dziś abdykował król. JKM Ludwik II Bourbon udzielił nam wywiadu. Wyznał, dlaczego zrezygnował. Mowił o przyszłości i kondycji mikroświata.

 

Wolą Wurstlandczyków parę miesięcy temu zostałeś królem. Co wtedy poczułeś? Jakie miałeś plany?

Swoje plany obszernie zawarłem na ówczesnym wiecu królewskim. Planem nadrzędnym po objęciu korony było zrealizowanie tamtejszych planów – obietnic. Po zdobyciu korony poczułem się świetnie ale jednocześnie byłem pełen obaw, czy podołam zadaniu. Wiedziałem, że aby być dobrym królem, wystarczy tylko dobry plan ale i charyzma, której nie posiadam. Teraz moje obawy się potwierdziły.

U boku JKM Imelda była wsparciem?

Zdecydowanie była moją szyją. Obracającą we wszystkie strony.

Jak wspominasz zatem Wasze panowanie?

Początkowo szło całkiem nieźle, choć nie bez zgrzytów. Była energia do działania, była aktywność mieszkańców, aż chciało się wymyslać coraz to nowe rzeczy, mające na celu wzbogacić życie Królestwa. Niestety potem zaszło wiele kłótni, pojawili się ludzie złej woli, a także trolle na usługach cudzych państw, mających za zadanie zdestabilizować państwowość Wurstlandii. Niestety po części się to im udało. Największym moim grzechem jest bierność pod koniec panowania i niestety przez ten pryzmat będę wspominał swoje panowanie, czyli raczej niezbyt dobrze.

Myślisz, że istnieje jeszcze szansa dla Wurstlandii?

Wurstlandia ma niebywały potencjał. Pomimo upadku w 1512 (czyt. 2012) wciąż o Królestwie pamiętało wiele osób, tak aby zreaktywować państwowość w zeszłym roku. Wydaje mi się, że jeśli mój następca wykaże się większymi zdolnościami przywódczymi ode mnie, Królestwo będzie miało szansę pozostać przy życiu. Jeśli nie, to pewnie znowu reaktywujemy je za parę lat, bo Wurstlandia tak naprawdę nie jest dobrem samym w sobie, tylko nosicielem przyjaźni, jakie zawarło się z innymi mieszkańcami, także w realnym życiu.

Wiążesz swoje dalsze plany z Wurstlandią? Jaki masz plan po abdykacji?

Nie planuję opuszczać Wurstlandii po abdykacji, choć wszystko zależy od postawy wszystkich mieszkańców. Jeśli aktywność Wurstlandii ulegnie naprawie, to i moja aktywność ulegnie naprawie. Natomiast jeśli zmiana króla nie spowoduje naprawy, to w swoim stylu wyjdę po angielsku, ale wciąż czuwając nad powrotem aktywności. Ja niestety nie mam w sobie mocy, abym to ja był tym, który porywa tłumy do aktywności.

Zainicjowałeś nowy wiec. Przewidujesz ostrą grę o tron?

Nie przewiduję ostrej gry jak na ostatnim wiecu. Wydaje mi się, że społeczeństwo wurstlandzkie jest mocno podłamane ostatnimi miesiącami w Królestwie i spodziewam się maksymalnie dwóch kandydatów, z których jeden jest moim faworytem. Wydaje mi się, że kampania wyborcza, jeśli można użyć takiej demokratycznej nowomowy, skupi się na odbudowaniu aktywności w Królestwie i wygra ta osoba, która na tej płaszczyźnie zaproponuje najciekawsze i przede wszystkim skuteczne rozwiązanie.

Jak widzisz obecną kondycję mikroświata?

Kontynent Orientyka powinien zmienić nazwę na Nekrontyka. Austro – Węgry, ostatnio Surmenia – trupy, a wokół jeszcze więcej trupów, istniejących tylko teoretycznie. Wurstlandia nie jest w wyjątkowo słabej kondycji wbrew pozorom. Problemem Wurstlandii zawsze było prowadzenie państwowości w kuluarach. Pierwotnie był to czat wurstlandzki, w reaktywowanej Wurstlandii jest to facebook. W oczach innych państw, Wurstlandia mogła wydawać się trupem, co nie jest tak do końca prawdziwe. Wystarczy tylko uzewnętrznić się na inne państwa, ujawnić trochę więcej aktywności z kuluarów i mamy przepis na duży sukces w dzisiejszym mikroświecie, pogrążonym w kryzysie totalnym.

Dziękuję za wywiad!

Wurstlandczycy nie lubią próżni. Nowy wiec mający na celu wyłonienie włady wystartował.

Wiec 1517

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 20 lutego 2017 w Grillgerat Zeitung

 

Pomylony król?

Wieczór niespokojny, burzliwy. Silne podmuchy wiatru tłuką o okiennice. Gałęzie z hukiem spadają z drzew. Wieje grozą. Co chwilę niebo, czarne niebo przecinają błyskawice. Gromy z hukiem spadają na ziemię. Bogowie się gniewają.

Inmaculada leżała na podłodze na strychu. Jej serce pękło na milion kawałków. Tak samo jak miecz. Chciała wyciągnąć go z pochwy… wysypały się ogromne ilości kawałków stali. Niczym igły wyścieliły podłogę. Na tym to posłaniu Inmaculada zwinęła się w kłębek.

Ile to godzin minęło? Kilka? A może kilkanaście? Czy ma to jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Cofnijmy się na chwilę! Rzeź mysz zarządzona przez lokalne władze trwała w najlepsze. Biedne myszy ginęły jedna po drugiej. Plac budowy nowej wsi splamiony był krwią. Niewinną krwią. Rysowała się dosłownie wszędzie. Nawet strumień płynący nieopodal zaczerwienił się znacznie.

I na tym to placu stojąc, Inmaculada miała objawienie! Bogowie zesłali jej ostatnią żywą mysz! Miała wybudować kaplicę, która byłaby jej schronieniem. A jednocześnie miejscem kultu poległych jej sióstr i braci. Z nieba zeszli, Wielkich Siedmiu, których tak czciła. I rzecz tą jej przekazali. Inmaculada od razu do pracy się zabrała. Coby ostania żywa mysz prędko nowy, godny dom znalazła.

I w tym momencie do akcji wkroczył król. Bohater owej historii mysz, ostatnią żywą, naznaczoną przez Bogów, przez nich pobłogosławioną, zabił. Zgniótł w dłoni. Jej wnętrzności wypłynęły między królewskie palce. Widok ten był okrutny i nieprzyjemny.

Ale do rzeczy! Co zrobił król? Zabił kreatywność. Zabił pomysł. Rozgniewał Bogów! Czy tak powinien zachowywać się król? Zabijać pomysły Wurstlandczyków? Który to już raz?

W tym momencie, gdy myśli Inmaculady były coraz smutniejsze i coraz ciemniejsze, w drzewo rosnące w parku obok pałacu uderzył piorun. Drzewo szybko zajął ogień.

Wszystko szło nie tak, jak powinno. „A miało być tak pięknie. Miało nie wiać w oczy nam. I ociekać szczęściem. Miało być sto lat, sto lat…”

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 12 września 2016 w Grillgerat Zeitung

 

Dyplomacja Wurstlandii z boską pomocą!

Półtora tygodnia minęło od tego feralnego dnia. Czemuż Bogowie dotknęli mnie w ten sposób? Długo nad tym myślałam, aż uświadomiłam sobie, że Wielkich Siedmiu postawiło mnie przez wyzwaniem. Przed wydarzeniem, które miało umocnić i sprawdzić. Siłę woli. Pozostała niezachwiana.

Od przybycia do Księstwa Wurstlandii minęło już trochę czasu. Co prawda, miejsce to mojego serca nie skradło, niemniej – skoro Bogowie mają dla mnie zadanie do spełnienia w tymże oto miejscu – wolę tą wypełnić należy.

Jednego razu byłam w karczmie bardzo rozdrażniona. Karczmarz, ten siwiejący, sprawiający odpychające wrażenie pijaczyna, zarzucił mi… nieprawość! Rzekomo bez pozwolenia zajmowałam miejsce na jego strychu! Szczerze powiedziawszy, Kmicicowi te sprawy zostawiłam, wierząc w jego szczere i uczciwe zamiary. Jak się okazało, chłopom to wierzyć nie można!

Ale wracając do tego strychu, to zakurzony był jak diabli. Niesprzątany od niepamiętnych czasów, zdezelowane meble odstraszały. Ale nie mnie, zakasałam rękawy i wzięłam się za robotę. A ten tu, pożalcie się Bogowie, Karczmarz, który bałaganiarzem jeszcze okazał się, zarzuca mi takie bezbożne czyny!

No nic, ubrana w odświętną zbroję, do Zamku Królewskiego się udałam. By wyjednać pozwolenie na zamieszkanie na owym strychu. Królowej nie zastałam, podobno to nie nowość, to Król wniosek odebrał. Sprzeciwiać się mojemu zamiarowi nie zamierzał. Ale nagle zacząć dziwne pytania zadawać. No naprawdę, zaniepokoiłam się. Ja, porządna kobieta, przez mężczyznę oszukana, sprawę wyjaśnić chcę, a tu… takie pytania padają jak na przesłuchaniu!

Ostre spojrzenie króla przeraziło mnie nadzwyczajnie: jak żyję, nie widziałam nikogo w takim uniesieniu. Nagle krzyknął, że… do lochu ze mną! Chwilę potem ujrzałam Martina, tego wyklętego z rodu. Toż to dobry człowiek, pewnie kobiecie w potrzebie przybywa! A gdzie tam, złapał, wykręcił ręce, miecz brutalnie wyszarpał i do lochów wtrącił.

A co w tym lochach się działo! Ciemno, jęki więźniów odbijały się echem. W rogu ciasnej celi znajdowało się zardzewiało wiadro. To było jedyne uposażenie. Brak choćby snopka, coby spać można było, był torturą. Po zimnej posadzce co i rusz długoogoniaste szczury przemarsze sobie urządzały. Zaś zapach uryny zdominował wszystko.

Po dwóch dniach, bez snu, w strachu, ale z modlitwą na ustach, przyszło wybawienie! Król, zapewne zrozumiawszy swój błąd, z lochów mnie wypuścił. Tak żem wystraszona dalej była, że od razu na swój strych dostać się chciałam. Jak doszłam do karczmy, pokonałam te skrzypiące schody, to zobaczyłam… drzwi! A na drzwiach informacja, żem to ja właścicielem jest!

Strych azylem moim się stał. Byłam tam tylko ja, tylko pod opieką Wielkich Siedmiu. Czułam ich obecność wręcz namacalnie. I kto wie, czy nie siedziałabym tam aż do teraz, gdyby nie pewien fakt.

Działo się to pewnym popołudniem. Nagle ktoś załomotał do drzwi. Serce podeszło mi do gardła! Ale nic, po krótkiej modlitwie postanowiłam otworzyć.

Otwieram drzwi a tam stoi człowiek. Co prawda, człowieka ujrzeć się spodziewałam, ale i tak ten widok wprawił mnie w lekkie osłupienie. W kapeluszu z wielkim piórem ów człowiek powiedział, że jest królewskim posłańcem i ma dla mnie list.

Teraz, musicie mi uwierzyć, podejrzewałam najgorsze. Drżącymi rękoma list odpieczętowałam. A tam była nominacja! Nominacja na… Doradcę w Departamencie Dyplomacji!

Takim oto sposobem dyplomatką zostałam. Król zapewne nastręczył sobie sposobności do uczynienia zadość decyzji o wtrąceniu mnie do lochu.

Nowe zatrudnienie przejęło mnie zrazu bardzo. Motywuje mocno do opuszczenia strychu i wyjściu do ludzi. Pewno strach przed niesprawiedliwością prędko nie minie. Ale skoro Bogowie chcą mnie jako dyplomatkę, czoło zadaniu stawić wypada.

Podpisano:

Inmaculada Nigrum, pierworodna córka Mauriciusa a nemus i Genevieve, alicubi, rodu Milites Competentis

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 1 lipca 2016 w Grillgerat Zeitung