RSS

Cycowe opowieści – część III

Kolejna część “Cycowych Opowieści”.

Wojna z Weedmorczykami. Pół roku bitwy, siedem lat rozłąki.
Część III

Zaraz po przyjeździe do zamku, trafiliśmy do królewskich lochów. W każdej celi umieszczono po 10 wojowników, natomiast ja, Marian i Arnold dostaliśmy osobne cele. Noc mieliśmy spokojną, co chwilę przechodzili strażnicy Króla Władysława XII Weedmorskiego, rzegocąc kluczami. Nie mogłem zasnąć. Byłem zły na siebie, że zawiodłem swoje Królestwo, przegrywając bitwę z wrogiem. O świcie zabrali gdzieś 20 żołnierzy. Już nie wrócili. Widocznie ”czyścili” cele. Potem zabrali na przesłuchanie Mariana, następnie Arnolda i mnie. Chcieli się dowiedzieć o położeniu wojsk Markusa oraz o wszelkich informacjach dotyczących wojsk w Królestwie. O położeniu Markusa nie miałem bladego pojęcia – prawdopodobnie byli w drodze do Wurstlandii, aby w razie napadu wspomóc Henryka. Natomiast o wojskach na terenie Królestwa wiedziałem wszystko znakomicie, lecz nic nie mówiłem. Gdyby wiedzieli gdzie mamy rozmieszczone patrole przygraniczne, prawdopodobnie w przeciągu kilku dni ruszyli by z napadem na Wurstlandię. Ku mojemu zdziwieniu, nie byłem torturowany. Traktowano mnie poważnie, jak na Księcia przystało.
Gdy Król Władysław, który mnie osobiście przesłuchiwał zrozumiał, że nic ode mnie nie wyciągnie, kazał mnie odprowadzić do celi. Cały tydzień siedziałem w celi, zabrali potem na przesłuchania kilku żołnierzy, którzy na prawdę, nie wiedzieli nic. Żaden z nich nie wrócił. W lochach zostaliśmy nadal ja, Paździochowski, Boczkiewicz i 15 wojów.
Po tym tygodniu zaczęły się przesłuchania. Na początek wzięli Mariana. Prawdopodobnie chcieliby przekazał im informacje które zebrał na temat weedmorskich wojsk. Jednak nie miał ich przy sobie – na moje polecenie zostawiliśmy je w obozie, 3 metry pod ziemią, razem z jedzeniem i jakimiś cennymi rzeczami. Byliśmy przygotowani na wszystko – w razie klęski Ci, którzy wracali wzięliby to ze sobą. Ponieważ Marian nic im nie przekazał, skrócili go o głowę. Kiedy się o tym dowiedziałem nie mogłem się pozbierać. Cały czas myślałem o mojej Ukochanej, którą zostawiłem w Królestwie. Wtedy także co chwila przypominały mi się nasze przygody – moje i Paździochowskiego. Był to wspaniały człowiek. Potem na przesłuchania brali Arnolda. Z niego chcieli wyciągnąć jak najwięcej, torturowali go. Kiedy wracał do celi, ledwo trzymał się na nogach, był cały zakrwawiony i pobity. Zmarł po tygodniu, w wyniku obniesionych obrażeń. Wtedy byłem wściekły na tych, którzy doprowadzili do śmierci moich przyjaciół. Najchętniej zrobiłbym im to, co oni moim rodakom. Byłem jednak bez silny. Po 3 tygodniach nie woli zostało nas 16 osób. Nie których brali na roboty, czy to w stajni, czy to w ogrodach królewskich. Mnie nie ruszali. Siedziałem całymi dniami w ciemnej i zimnej celi. Rozmyślałem, tęskniłem za ojczyzną i Vanessą, zamartwiałem się czy Markus wrócił cały i zdrowy. Siedziałem tak jeszcze ze 3 dni, aż w końcu zabrali mnie stąd. Miałem pracować w ogrodach Króla. Tam dowiedziałem się od innych niewolników, że wojna między Weedmorem a Wurstlandią się zakończyła po 11 latach bitew. Dla mnie to już był 3 miesiąc po za granicami Ojczyzny. Postanowiłem uciec. Ogród Królewski był ogrodzony grubym kamiennym murem. Za nim – było miasto, tam toczyło się zwykłe życie. Dogadałem się razem z kompanami i postanowiliśmy zrobić podkop pod murem, a potem przejść nie zauważonym przez miasto. Ucieszył mnie fakt, że wieczorem trafiłem do jednej celi z żołnierzami. Tam dokładnie opracowaliśmy plan…

 
Leave a comment

Posted by w dniu 10 Styczeń 2012 in Opowieść

 

Cycowe opowieści – część II

Kolejna część Cycowych opowieści autorstwa Waldemara Vilandera.

Wojna z Weedmorczykami. Pół roku bitwy, siedem lat rozłąki.
Część II

Po długich obradach, które skończyły się późno w nocy, zarządziliśmy ciszę nocną i cały obóz położył się spać. Zaciągnęliśmy wartę, która trwała mniej-więcej po pół godziny. Aby nie być zaskoczonym, pilnowało po 10 wojów, na każdej z 4 stron świata. Ja razem z moimi kompanami, von Boczkiewiczem i von Paździochowskim byliśmy w pierwszej warcie, na zachodniej części obozu, czyli tej najbliżej Weedmoru. Od tego miasta dzieliło nas ok. 50 mil lasów i pól uprawnych. Wysłałem także 20 szpiegów, szło ich po 2 a rozmieszczeni byli co 5 mil. Mieli sobie przekazywać wiadomości jeden drugiemu, aż jeden z tych którzy byli najbliżej obozu, meldować nam wszystko, co zauważyli jego kompani. Noc była ciepła, a księżyc był w pełni. Nie potrzebowaliśmy pochodni, ponieważ blask księżyca rozświetlał wszystko tak dobrze. Kiedy przyszła kolej na zmianę warty, ja zostałem. Chciałem wytrwać do końca, być w pogotowiu jeżeli by się coś stało. Nocleg odbył się bez żadnych problemów. Pobudkę zarządziliśmy jeszcze przed świtem, aby się przygotować. Śniadanie przygotował Szlachcic Arnold, że był to kapuśniak, który robił wyśmienity. Ostatni posiłek z pod jego ręki. Zjedliśmy nie wiele, wszyscy byli przejęci bitwą. Po śniadaniu, wyruszyliśmy. Mieliśmy przedrzeć się przez las i zaatakować ich na przedpolach Weedmoru. Plan udał się w zasadzie do połowy, ponieważ dotarliśmy tylko do lasu. Tam znaleźliśmy ciała naszych 4 szpiegów. Wtedy dotarła do mnie wiadomość, że od tyłu najeżdża na nas wróg. Dobyłem swojego miecza, łucznicy przygotowali swoje strzały. Nie spodziewałem się liczności ich wojska. Było ich ok. 3000 kawalerii i 1500 piechoty. Mimo znakomitości naszego wojska, mieliśmy nikłe szanse. Wtem zauważyłem Księcia Weedmorskiego, Don Boryska. Był to zacny przeciwnik, który świetnie władał mieczem. Postanowiłem się osobiście nim zająć. Po kilku uderzeniach, zwaliłem do z konia a jeden z łuczników zakończył jego marny żywot strzałą. Walczyliśmy jeszcze długo. Kiedy słońce wzeszło na najwyższy punkt z mojej wspaniałej i licznej armii zostało ok. 300 ludzi. Przeciwników było jednak coraz więcej, albowiem ciągle dojeżdżały nowe grupy, po 200 osób każda. Zrozumiałem wtedy, że nie damy rady wygrać. Jednak nie poddawałem się, Ojciec nasz mawiał, że Ojczyzna jest najważniejsza i warto a nawet trzeba za nią oddać życie. Przypominałem sobie również o pięknej damie Vanessie, którą od lat darzyłem miłością. Mogłem jej więcej nie zobaczyć. Wtem zaślepił mnie blask słońca. Jedyne co zdążyłem usłyszeć to głos Markiza Mariana ”Waldemarze, uważaj!”. Na głowę zarzucono mi płachtę, zrzucili mnie z konia i związali. Tak samo pewnie schwytano Arnolda, Mariana i 50 innych, którzy uchowali życie. Potem się ocknąłem. Resztki naszej armii, która została pojmana, została wrzucona do wozu konnego, z żelaznymi prętami w oknach. Przejeżdżając przez Weedmor, słyszałem głosy ludzi że armia mojego Brata która walczyła na zachodzie pokonała 5000 wojowników wroga. Ta wiadomość mnie ucieszyła, że chociaż mojemu bratu udało się pokonać Weedmorczyków. Resztę drogi, która prowadziła nas do Królewskich lochów rozmawiałem z kompanami. Wszyscy byli przekonani, że to nasza ostatnia droga, a Królewski kat dokończy życie rannych rycerzy króla Henryka IV.

 
Leave a comment

Posted by w dniu 3 Styczeń 2012 in Opowieść

 

Cycowe opowieści – część I

Grillgerat Zeitung pragnie ogłosić, że otwarty zostaje nowy cykl artykułów – opowieści mieszkańców Królestwa Wurstlandii. Jako pierwsze wzięte pod lupę GZ zostają “Cycowe opowieści” autorstwa Waldemara Vilandera.

Wojna z Weedmorczykami. Pół roku bitwy, siedem lat rozłąki.
Część I

Wojna z Weedmorem trwała bardzo długo. Według przekazów ustnych nieżyjących już mieszkańców Królestwa, wojna zaczęła się 10 lat przed Wielką Bitwą która rozłączyła Braci Vilander na 7 lat. Kiedy to po śmierci naszego Ojca, Króla Wurstlandii Augustyna tron objął nasz wuj, Henryk IV losy wojny się zmieniły. Nowy władca, który bał się o swoje życie postanowił uderzyć w armie Weedmoru. Wysłał mnie i mojego brata na bitwę. Każdy z nas miał swój oddział, który liczył 2000 wojowników. Według rozkazu JKM Henryka IV, na 200 mil przed Weedmorem mieliśmy się rozdzielić, moja armia miała atakować od wschodu, podczas gdy Markus będzie atakował od zachodu. Co się działo z armią mojego Brata po rozłące nie wiem. W przeddzień bitwy, w której straciłem wielu ludzi, razem z Szlachcicem von Boczkiewiczem i Markizem Von Paździochowskim ustalaliśmy taktykę bitwy. Marian Janusz był świetnym strategiem, który znakomicie zaplanował atak. W tym dniu minął równo miesiąc, od kiedy rozstaliśmy się z naszymi rodzinami w Wurstlandii. Nie przypuszczałem, że przez 7 lat nie zobaczę swojego domu, Brata i przyjaciół…

 
Leave a comment

Posted by w dniu 1 Styczeń 2012 in Opowieść

 

Plebiscyt “Victoria” dobiegł końca!

Dnia dzisiejszego zakończył się plebiscyt o nazwie Victoria zorganizowany w Królestwie Wurstlandii przez mieszkankę Królestwa Wurstlandii – Panią Mariettę della Veronese. Mieszkańcy mogli głosować w plebiscycie na innych mieszkańców KW (i nie tylko) w różnych kategoriach. Dzisiaj odbyła się gala, na której zaprezentowano zwycięzców plebiscytu. Oto i oni:

W kategorii komediant:
Imelda D’arc

W kategorii najlepszy sportowiec:
Johan Calgari

W kategorii osoba najbardziej zaangażowana w życie KW:
Martin Dorian Vilander

W kategorii najbardziej kontrowersyjna postać:
JKM Markus Vilander

W kategorii gość zagraniczny:
Kjell Freyrsonn

Przyznano także nagrody specjalne za całokształt osobom:
Vanessa Vilander
JKM Markus Vilander

Oto statuetka, którą otrzymali:

Zwycięzcom gratuluję, ale przede wszystkim gratulacje należą się organizatorce za znakomite przygotowanie plebiscytu.

 
1 Comment

Posted by w dniu 29 Październik 2011 in Z kraju

 

Zdrada wurstlandzkiego hrabiego oraz upadek Sclavinii. Jest wspólny mianownik?

Dzisiaj na forum Królestwa Sclavinii oczom swoich gości ukazał się smutny komunikat:

To forum jest teraz wyłączone.

Powód: Monarcha Sclavinii został zamordowany przez obce siły wywiadowcze.


Państwo pogrąża się w chaosie i sugeruje się Obywatelom opuszczenie tych terenów jak najszybciej.

Pomimo, że na linii Wurstlandia – Sclavinia często dochodziło do zgrzytów, osobiście jest mi przykro z powodu upadku doświadczonej mikronacji.

Tymczasem w Królestwie Wurstlandii burza spowodowana zdradą hrabiego Edwarda Windsora. Arystokrata ten wzbudza nastroje buntownicze. Chce zniszczyć rzekomą trójwładzę w Wurstlandii składającą się wg JE Windsora z JKM Markusa; mnie, czyli diuka Ludwika Bourbona oraz znachorki, margrabianki Imeldy D’arc. Hrabia w tym celu założył organizację Ruch Poparcia Prawdy. Niewielu przekonał do walki z trójwładzą, bo tylko Judith Spanheim. Zazwyczaj pochwalamy nowe inicjatywy, aczkolwiek ta niespecjalnie przypadła Wurstlandczykom do gustu.

Ale dlaczego w tytule mowa o jakimś wspólnym mianowniku pomiędzy upadkiem Sclavinii a zdradą Windsora? Jak się okazuje, ostatni król Królestwa Sclavinii, Heinrich Glassenap, to hrabia Edward Windsor. Cała ta wojna rozpoczęła się od tego, że wyszło na jaw, że hrabia, w tajemnicy przed Wurstlandczykami, pod innymi danymi osobowymi, został Królem Sclavinii. W Wurstlandii zostało odebrane to jako zdrada i dwulicowość.

Inkwizycja wraz z informatorami zbierają dowody przeciwko JE Windsorowi, który najprawdopodobniej dopuścił się wielu przestępstw przy okazji tworzenia Ruchu Poparcia Prawdy, chociażby zakazu tworzenia partii politycznych, obrazy króla.

 
5 Comments

Posted by w dniu 24 Październik 2011 in Reportaż

 

Tagi: ,

Inkunabuł Królestwa Wurstlandii

Zapraszamy do odwiedzenia nowego, ogólnodostępnego medium w Królestwie Wurstlandii, którym jest Inkunabuł.

Adres: http://www.inkunabul.wurstlandia.boo.pl

 
1 Comment

Posted by w dniu 16 Październik 2011 in Od redakcji

 

Przegląd wydarzeń

Grillgerat Zeitung otwiera nowy dział pt. “Przegląd wydarzeń”. Będziemy tutaj przedstawiać skróty wydarzeń głównie z Królestwa Wurstlandii.

Nowy system tuż tuż!
Co by tu dużo nie mówić, nowy system gospodarczy oraz nowa strona Królestwa Wurstlandii miała już być w sierpniu. Nie udało się z różnych powodów, głównie z powodu choroby realiozy. Pocieszam się powiedzeniem, że lepiej późno niż wcale. Przewidywany termin opublikowania nowych systemów to dwa tygodnie od czasu pisania tego artykułu. Mam nadzieję, że ten termin zdołam dotrzymać.

Sejm Walny
Królestwo Wurstlandii jest monarchią absolutną, jednakże istnieje tutaj Sejm, w którym obowiązują demokratyczne reguły gry. I właśnie w tym problem. Nie od dziś wiadomo, że demokracja nie należy do grona skutecznych systemów zarządzania państwem. Wurstlandia prowadzi na ogół spokojne, harmonijne życie, za wyjątkiem Sejmu Walnego, gdzie jest spokój tylko wtedy kiedy nie ma obrad.
Ostatni spór miał miejsce przy głosowaniu dotyczącego nowelizacji ustawy o Sejmie Walnym. Konflikt zrodził się na linii marszałek Edward Windsor – hrabia Johan Calgari. Nie od dziś wiadomo, że ci dwaj dżentelmeni nie przepadają za sobą. W Sejmie Walnym jest zwyczaj, że najpierw trwają obrady, po czym jest głosowanie. Nie inaczej było w sprawie nowelizacji. Obrady były bardzo burzliwe, ale apogeum chaosu nastało podczas głosowania, kiedy to marszałek Windsor, nie wypowiedziawszy się ani jednym słowem podczas obrad, zagłosował przeciw nowelizacji, podając obfite powody takiej decyzji. Hrabia Calgari wtenczas bardzo szybko skrytykował takie zachowanie, twierdząc, że czas na korekty był podczas obrad, Windsor ripostuje zaś, że lepiej późno niż wcale, a wcześniej nie mógł. Trudno nie przyznać racji obu panom. Ustawa przeszła, trafiła do króla, który skierował ustawę pod ponowne obrady. Chodzi oczywiście o to, aby ustawy wchodziły do życia bez błędów, ale po to są obrady, aby wtedy te błędy wyszukiwać.
Podczas obserwacji sporu w mojej głowie narodził się pomysł utworzenia Rady Starszych, która pełniłaby rolę senatu. Miałaby ona na celu zrzeszać doświadczonych mieszkańców Królestwa, którzy byliby w stanie wyłapać największą ilość błędów. Pomysł jednak nie spotkał się z aprobatą posłów Sejmu Walnego.

Ofensywa medialna
Od dłuższego czasu w Królestwie Wurstlandii funkcjonuje WurstRadio. Cieszy się ono znacznym zainteresowaniem wśród mieszkańców. Hrabia Windsor jednak na tym nie poprzestaje. W jego głowie zrodził się pomysł otwarcia telewizji. Pytanie brzmi czy mikronacja lokująca się w klimatach średniowiecznych, powinna sobie pozwalać na tak nowoczesne formy mediów. Myślę, że to nie jest większym problemem, o ile ubierze się to w odpowiedni wizerunek.

 
2 Comments

Posted by w dniu 2 Październik 2011 in Grillgerat Zeitung

 

Wszyscy mają własne mapy, mam i ja!

Od paru dni na forum.mikronacje.info można podziwiać mapę mikroświata autorstwa Zenka Łod Benki. Jest to kolejna powstała wersja mapy mikroświata powstała obok wersji Michała O’Rhady, wersji Organizacji Polskich Mikronacji oraz wersji Pel Nandera, nie wyliczając już map tylko poszczególnych obszarów mikroświata. O innych wersjach nic mi nie wiadomo, a jeszcze pewnie jakieś istnieją. Z powodu zaistniałego konfliktu na forum.mikronacje.info, chcę przedstawić swój pogląd na temat tworzenia coraz to nowych wersji map.

Trzeba przyznać, że bardzo polskie to zjawisko. Zamiast się dogadać i stworzyć jedną spójną mapę mikroświata, powstają różne wersje map. Gdyby jeszcze chodziło o granice państw, to zrozumiałe. W realu też są granice sporne, nic w tym dziwnego, tak jak zauważył to JCKM Franciszek Józef II. Ale to co się dzieje w mikroświecie to zupełnie inna bajka. W mikroświecie zastanawiamy się nad tym, gdzie jakie ziemie leżą. To tak jakby geografowie zastanawiali się czy Australia leży na Oceanie Spokojnym, czy może jednak na Atlantyckim. Oczywiście mikronacje są tworami wirtualnymi, więc tego typu spory w praktyce są możliwe, ale przynajmniej w moich oczach są śmieszne, powodujące, że mikronacje mające naśladować świat realny, poniekąd stają się tworem science fiction. Tak samo jak kiedyś wymyślono, że mikroświat jest w kształcie walca.

Nie ma oczywiście przymusu uznawania jednej wersji mapy mikroświata i pewnie być nie powinno, choć osobiście byłbym za takim rozwiązaniem. Dlaczego niektóre mikronacje nie uznają pewnych wersji map? Zazwyczaj z bardzo ważnych i konkretnych powodów, ale czasami z błahych, egoistycznych. Głównie chodzi o państwa krótkotrwałe, czasami nawet zwykłe yoyonacje określane jako jednodniowe lub niegodne uwagi. Jest to zrozumiała uwaga, nie można jej się dziwić. Niestety jednak oceny te są bardzo pochopne. Najlepszym tego przykładem jest Królestwo Wurstlandii, które po publicznym ogłoszeniu swojego powstania również zostało zjechane od stóp po samą głowę. I co? Istniejemy nadal, a wkrótce światu zostanie przedstawiony nasz nowy system gospodarczy wraz z bogatymi planami na przyszłość.

Jako mieszkaniec Królestwa Wurstlandii, nie odpuszczę sobie zakomunikowania w tym miejscu tego samego co już powiedziałem na forum.mikronacje.info. Na mapie Zenona Łod Benki Królestwo Wurstlandii zostało przesunięte na północ o ileś tam pikseli, a w jego miejsce umieszczono Królestwo Sclavinii. Informując autora, że zrobił to bez wiedzy władz KW, odpisał, że nie przesunie Królestwa Wurstlandii z powrotem na miejsce, gdyż Królestwo Sclavinii może się na to nie zgodzić. Długo myślałem na tymi słowami, gdyż wydawało mi się, że się przewidziałem jak to czytałem. Myślałem już nawet, że urodziłem się z jakimś skrzywieniem światopoglądowym. Czyż nie powinno być na odwrót? To znaczy tak, że to Sclavinia powinna się pytać Wurstlandię, czy może nas podsiąść, bo Wurstlandii się to może nie podobać? Wurstlandię potraktowano jako ubezwłasnowolniony zbiór pikseli, który można bez jej wiedzy dobrowolnie przesunąć.

Podsumowując, od kilku wersji map do ładu nie dojdziemy. Królestwo Wurstlandii uznaje wersję Michała O’Rhady, czyli człowieka który wiele energii włożył do rozwoju mikronacji, mamy też do niego zaufanie, że nie umieści na niej nikogo, kto na tej mapie znaleźć się nie powinien.

 
13 Comments

Posted by w dniu 25 Sierpień 2011 in Grillgerat Zeitung

 

Koniec Wurstland Chess Festival ’11

Dziś wieczorem został rozegrany finał turniej Wurstland Chess Festival ’11 pomiędzy Erickiem Monde a Ludwikiem Bourbonem. Mecz wygrany został przez Ericka Monde.

Pomysłodawcą turnieju jest JKM Martin Dorian Vilander, który również czuwał nad po0prawnym przebiegiem turnieju. Turniej szachowy w mikronacjach to bardzo dobra inicjatywa. Z całą pewnością lepsza od piłki nożnej rozgrywanej wirtualnie, w której to rozgrywki są przeprowadzane za pomocą skryptów i nie wiadomo w jakim stopniu zależy od “managera”, co ów skrypt wypluje. Turniej był rozgrywany w znanym serwisie z grami “kurnik.pl” i o wszystkich ruchach decydował realny człowiek.

Przypomnijmy drogę triumfatora do zwycięstwa. Pierwszy pojedynek rozegrał z Johanem Calgari. Hrabia Calgari na forum Wurstlandii określił swoją przegraną jako lamerską porażkę. Następnie musiał się zmierzyć z Waldemarem Vilanderem, którego również pokonał. W finale musiał się zmierzyć ze mną i również wygrał po równej walce.

Zwycięzca zgarnia 10 tysięcy Dinarów i otrzymuje tytuł arcymistrzowski. GRATULUJĘ!

 
5 Comments

Posted by w dniu 10 Sierpień 2011 in Z kraju

 

Kultura rodem z buszu

Zjednoczone Królestwo Samundy jest mikronacją naśladującą realną Afrykę. Robią to przyzwoicie, ale chyba niektórzy traktują ów zadanie albo zbyt dosłownie albo im się zlewa real z wirtualem. Co ciekawe JKM Thorgautr Gvandoya twierdzi, że Samunda pomimo tego, że naśladuje Afrykę, słynącą (z wyjątkami) z zacofania, potrafią pogodzić wizerunek dzikiego Czarnego Lądu z nowoczesnością. Dlatego tym bardziej szokujące jest to, co opiszę w poniższym artykule.

Królestwo Wurstlandii jakiś czas temu podpisało traktat uznaniowy z Zjednoczonym Królestwem Samundy. Tym samym drogi mieszkańców Wurstlandii skrzyżowały się z JKM Thorgautrem, który został w naszym Królestwie ambasadorem swojej ojczyzny. To, że jest to człowiek nieprzeciętny wiedzieliśmy już od samego początku. Nieprzeciętność ta objawiała się między innymi tym, że bez przerwy przypominał nam o poprawnych zwrotach grzecznościowych, które powinniśmy używać wobec niego, a jednocześnie nie potrafił wykrztusić z swej krtani prostego zwrotu jak “Witam obecnych”, “Dzień dobry” etc. na powitanie lub analogicznych zwrotów na pożegnanie. Oczywiście incydenty miały miejsce na czacie wurstlandzkim. O czym to może świadczyć? Czy Książę Krwi, Syn Sahary, Asokwafo, Konungr Osady Wikingów Jomsborg, Wielki Generał i pewnie etc. nie musi się dostosowywać do zasad dobrego wychowania i zwykłej życzliwości międzyludzkiej, a wobec niego wszyscy bezwzględnie muszą?

Wurstlandczycy po pewnym czasie przyzwyczaili się do tak grubiańskiego zachowania, sami przestaliśmy się z nim witać. Jednak była to tylko cisza przed burzą. JKM Thorgautr dnia 27 lipca, wystosował notę z prośbą o debatę z JE hrabią Edwardem Windsorem w sprawie wymiany walutowej pomiędzy naszymi królestwami. Z racji tego, iż hrabia Windsor był w tym czasie na urlopie, JE hrabia Johan Calgari poinformował iż hrabia Windsor będzie wolny 4 sierpnia. JKM Thorgautr nie przybył na to spotkanie. Fakt faktem, hrabia Calgari powiadomił o terminie zbyt późno, bowiem niecałe dwie doby wcześniej przed umówionym spotkaniem. Wiadome jest, że we wszystkim idzie się dogadać o ile jest obustronna wola. Niestety JKM Thorgautr takiej woli nie wykazał. Subiektywnym okiem patrząc, uważam, że znalazł się w swoim żywiole, w którym miał okazję się dowartościować. Zamiast powiedzieć po ludzku, tak jak to później zauważył JE Johan Calgari, że przeprasza i prosi o nowy termin spotkania, bo nie mógł przybyć na nie z przyczyn (…); jak gdyby nigdy nic bez ani słowa przepraszam, ani wyjaśnień dnia następnego prosi o kolejny termin. Na pytanie odpisał mu hrabia Windsor, wyraźnie zezłoszczony, trafnie kwitując tym, że JKM Thorgautr notorycznie znieważa naród wurstlandzki nie potrafiąc wydobyć z siebie ludzkich zachowań (kulturalnych zachowań) oraz wiecznym patrzeniem na nas z góry. Nastąpiła odmowa ustalenia nowego terminu spotkania. Reakcja Windsora spowodowała nadreakcję Thorgautra, który zawiadomił w nocie iż Samunda rezygnuje z współpracy z Wurstlandią oraz to iż wypowiadają nam traktat uznaniowy. Władze Wurstlandii wystosowały następnie pismo do Królowej Samundy, gdyż mieliśmy wrażenie, że gimbus urządza sobie jakąś prywatkę za sprawą urażonej dumy. Królowa potwierdziła, traktat zerwany.

Sprawę można prześledzić w tych tematach:

http://www.forum.wurstlandia.boo.pl/viewtopic.php?p=17479#17479

http://www.samunda.ayz.pl/forum/viewthread.php?forum_id=87&thread_id=336

Podsumowując sprawę, mam wrażenie, że JKM Thorgautr żyje w jakimś dupościsku oraz sprawia wrażenie człowieka mocno zakompleksionego. Czy mikronacje nie są przypadkiem formą zabawy, miejscem do samorealizowania się a nie celem życiowym? Nie należy zapominać, że pod tymi wirtualnymi kreacjami są prawdziwi, realni ludzie.

 
6 Comments

Posted by w dniu 9 Sierpień 2011 in Z kraju

 
 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.